Możliwe, że to, czego szukasz, już się zaczęło.
Czy naprawdę możemy stworzyć sobie raj?
Mamy dziś więcej możliwości, wiedzy i komfortu niż wcześniejsze pokolenia. A jednak pozostaje pytanie, czy wszystko, co możemy sobie stworzyć, naprawdę wystarcza człowiekowi.
Alfabeta Duchowy


Czy naprawdę możemy stworzyć sobie raj?
Człowiek szuka czegoś więcej. Tylko czego?
Żyjemy w czasach, w których człowiek ma więcej możliwości niż kiedykolwiek wcześniej.
Możemy wybierać, gdzie mieszkamy, z kim żyjemy, czego się uczymy, gdzie pracujemy, co kupujemy, jak spędzamy wolny czas. W ciągu kilku sekund możemy znaleźć odpowiedź na niemal każde pytanie. Możemy porozmawiać z kimś po drugiej stronie świata. Możemy zmienić pracę, przeprowadzić się, rozpocząć nowy związek, nauczyć się języka, kupić niemal wszystko.
Możliwości są ogromne.
A jednak coraz częściej mam wrażenie, że razem z nimi rośnie coś jeszcze.
Niepokój.
Zagubienie.
Zmęczenie koniecznością wybierania.
I pytanie, którego długo nie potrafiłem właściwie sformułować:
co się dzieje z człowiekiem, kiedy jego możliwości, wiedza, wybór i komfort rosną szybciej niż jego zdolność do rozumienia własnego życia?
Więcej nie zawsze znaczy lepiej
Przez długi czas wydawało mi się czymś oczywistym, że większy wybór oznacza większą wolność.
Jeśli mogę wybrać jedną rzecz z dziesięciu, jestem bardziej wolny niż wtedy, gdy mogę wybrać jedną z dwóch.
Brzmi logicznie.
Tylko że codzienne życie nie zawsze to potwierdza.
Wchodzę do sklepu po coś prostego. Zamiast kilku produktów widzę kilkadziesiąt. Szukam telefonu, słuchawek, samochodu, ubezpieczenia, wakacji. Każda decyzja może być jeszcze lepsza. Wystarczy tylko poszukać.
Więc szukam.
Porównuję.
Czytam opinie.
Sprawdzam alternatywy.
A kiedy w końcu wybieram, nadal mogę się zastanawiać, czy przypadkiem nie wybrałem źle.
Barry Schwartz opisał ten paradoks jako problem nadmiaru wyboru. Większa liczba możliwości może nie prowadzić do większej satysfakcji. Przeciwnie — może powodować napięcie, paraliż decyzyjny, porównywanie się i niezadowolenie z własnego wyboru.
To zaczęło mnie zastanawiać.
Może wolność nie polega na tym, że mogę wybrać wszystko.
Może czasami nadmiar możliwości wcale mnie nie uwalnia.
Może mnie obciąża.
Człowiek XXI wieku
Kiedy zacząłem przyglądać się temu szerzej, zobaczyłem, że problem nie dotyczy tylko zakupów.
Żyjemy w rzeczywistości, którą charakteryzują zmienność, niepewność, złożoność i niejednoznaczność. Jednocześnie coraz więcej osób musi samodzielnie budować swoją tożsamość, wybierać sposób życia i określać, co właściwie uważa za ważne.
Kiedyś wiele odpowiedzi było niejako gotowych.
Dziś odpowiedź muszę znaleźć sam.
Kim jestem?
Co powinienem robić?
Z kim powinienem być?
Gdzie powinienem mieszkać?
Ile powinienem zarabiać?
Jak powinno wyglądać moje życie?
Czy powinienem mieć dzieci?
Czy powinienem rozwijać karierę?
Czy powinienem podróżować?
Czy powinienem być szczęśliwy?
A przede wszystkim:
skąd mam wiedzieć, że żyję właściwie?
Nie chodzi mi o to, że dawniej było lepiej.
Nie było.
Nie chciałbym wracać do świata bez medycyny, internetu, współczesnej wiedzy i możliwości, które dziś wydają się oczywiste.
Problem jest gdzie indziej.
Możemy coraz lepiej urządzać swoje życie, a jednocześnie coraz trudniej może być nam odpowiedzieć, po co właściwie je urządzamy.


Czy możemy stworzyć sobie raj?
Wtedy przypomniałem sobie historię eksperymentów Johna B. Calhouna.
Badacz stworzył gryzoniom środowisko, w którym miało im niczego nie brakować. Było pożywienie, bezpieczeństwo i warunki do życia. Nie musiały walczyć o podstawowe przetrwanie.
Można powiedzieć: mały raj.
A jednak w eksperymentalnej populacji pojawiały się poważne zaburzenia zachowań społecznych, a ostatecznie populacja wymierała.
Oczywiście człowiek nie jest myszą.
I nie można na podstawie tego eksperymentu wyprowadzić prostego prawa:
więcej komfortu = upadek człowieka.
To byłoby zbyt łatwe.
Ale sam paradoks jest fascynujący.
Czy dobre życie rzeczywiście polega na tym, żeby usunąć z niego wszystkie trudności?
Czy jeśli zapewnimy człowiekowi bezpieczeństwo, wygodę, rozrywkę i nieograniczony wybór, otrzymamy człowieka szczęśliwego?
A może potrzebujemy czegoś jeszcze?
Bo być może człowiek nie jest stworzony wyłącznie do tego, żeby było mu wygodnie.
Nie wszystko da się kupić
Ta myśl wracała do mnie coraz częściej.
Można kupić wygodniejsze mieszkanie.
Można kupić lepszy samochód.
Można kupić doświadczenia.
Można kupić dostęp do wiedzy.
Można kupić czas, zatrudniając kogoś do wykonania części obowiązków.
Można nawet kupić uwagę innych ludzi.
Ale czy można kupić sens?
Czy można kupić spokój?
Czy można kupić pewność, że moje życie ma znaczenie?
I wtedy pojawiło się we mnie kolejne pytanie.
Może problem człowieka nie polega na tym, że ma za mało.
Może czasami problem polega na tym, że próbuje zapełnić czymś zewnętrznym przestrzeń, która nie jest zewnętrzna.
Co właściwie odróżnia człowieka?
Im dłużej się nad tym zastanawiałem, tym bardziej interesował mnie sam człowiek.
Nie jako konsument.
Nie jako pracownik.
Nie jako ciasteczko użytkownika internetu.
Tylko jako istota, która potrafi zadawać pytania.
Dlaczego?
Po co?
Co będzie później?
Czy istnieje coś poza tym, co widzę?
Czy moje życie ma sens?
Czy istnieje prawda, której nie mogę zobaczyć?
To prowadzi do czegoś niezwykłego.
Człowiek nie żyje wyłącznie tym, co może dotknąć.
Potrafi tworzyć pojęcia, których nie ma w świecie zmysłów. Potrafi myśleć abstrakcyjnie, wyobrażać sobie przyszłość, wspominać przeszłość, tworzyć teorie, zadawać pytania o rzeczy, których nie może zobaczyć.
Właśnie ten związek między językiem, kulturą i możliwościami ludzkiego umysłu zainteresował mnie w historii plemienia Pirahã. Ich sposób komunikowania się stał się dla badaczy fascynującym przykładem tego, jak bardzo język i środowisko mogą wpływać na sposób opisywania rzeczywistości.
Nie chodzi mi tutaj o rozstrzyganie wszystkich sporów dotyczących Pirahã.
Zainteresowało mnie coś prostszego.
Jak wiele rzeczywistości znajduje się w naszym umyśle?
I jak wiele z niej pozostaje poza tym, co możemy bezpośrednio zobaczyć?


I tutaj sam muszę się zatrzymać
Nie piszę tego jako człowiek, który znalazł odpowiedź na każde pytanie.
Wręcz przeciwnie.
Im więcej czytam, tym bardziej widzę, ile rzeczy pozostaje poza moim rozumieniem.
Ale właśnie to przestało mnie przerażać.
Kiedyś chciałem przede wszystkim wiedzieć.
Dzisiaj coraz częściej chcę rozumieć, gdzie kończy się moja wiedza.
To nie jest to samo.
Rozum jest dla mnie ważny. Bardzo.
Nie chcę wiary, która wymaga ode mnie wyłączenia myślenia.
Właśnie dlatego fascynuje mnie chrześcijaństwo, które od wieków prowadzi rozmowę z filozofią, nauką, ludzkim rozumem i doświadczeniem.
W jednym z fragmentów, które pisałem wcześniej, ująłem to prosto: mistyka spotyka się z rozumem. Duchowość nie musi oznaczać rezygnacji z myślenia.
A jednak rozum ma swoją granicę.
Nie dlatego, że jest słaby.
Właśnie dlatego, że jest ogromny.
Rozum potrafi zapytać o nieskończoność, ale nie potrafi jej objąć.
Potrafi pytać o Boga, ale nie może zamknąć Boga w definicji.
I może właśnie tutaj zaczyna się wiara.
Nie jako przeciwieństwo rozumu.
Ale jako krok poza to, co rozum może samodzielnie kontrolować.
Czy naprawdę możemy stworzyć sobie raj?
Wracam więc do pytania z początku.
Czy naprawdę możemy stworzyć sobie raj?
Możemy stworzyć wygodniejsze życie.
Możemy ograniczać cierpienie.
Możemy rozwijać medycynę.
Możemy zdobywać wiedzę.
Możemy budować technologie.
Możemy mieć większy wybór.
Możemy żyć dłużej.
Możemy stworzyć świat, o którym człowiek sprzed kilkuset lat nawet by nie pomyślał.
I dobrze.
Nie chcę tego odrzucać.
Ale coraz mniej wierzę, że samo ulepszanie warunków życia rozwiąże problem człowieka.
Bo pozostanie pytanie:
co zrobić z tym wszystkim, kiedy już to mamy?
Możemy mieć tysiące możliwości i nadal nie wiedzieć, którą wybrać.
Możemy mieć ogromną wiedzę i nadal nie wiedzieć, po co żyjemy.
Możemy mieć komfort i nadal nie mieć pokoju.
Możemy mieć kontakt z całym światem i nadal czuć się samotni.
Możemy próbować stworzyć sobie raj, a mimo wszystko nadal szukać czegoś więcej.
I chyba właśnie dlatego pytanie o Boga zaczęło dla mnie wyglądać inaczej.
Nie jako pytanie:
„Czy istnieje ktoś tam wysoko?”
Ale:
„Czy istnieje coś więcej niż świat, który potrafię sam zbudować?”
Nie wiem, czy takie pytanie da się rozwiązać jednym argumentem.
Nie sądzę.
Ale wiem, że warto je postawić.
Bo być może człowiek nie szuka Boga dlatego, że jego życie jest zbyt ubogie.
Być może szuka Go właśnie dlatego, że samo życie — nawet coraz wygodniejsze — nigdy nie jest dla niego całkowicie wystarczające.
Człowiek szuka czegoś więcej.
Tylko czego?
I być może właśnie od tego pytania zaczęła się także moja własna droga.


Umysł nie chce się zatrzymać
Zauważyłem wtedy coś jeszcze.
Rozum człowieka ma dziwną właściwość.
Kiedy odpowie na jedno pytanie, natychmiast pojawia się następne.
Wiem, jak działa telefon.
Ale chcę wiedzieć, jak działa człowiek.
Wiem, jak działa człowiek.
Ale chcę wiedzieć, dlaczego istnieje.
Wiem, jak powstała gwiazda.
Ale chcę wiedzieć, dlaczego istnieje cokolwiek.
Mogę poznać mechanizm.
Ale chcę poznać sens.
W materiale, który kiedyś przygotowywałem o rozwoju duchowo-umysłowym, wracałem właśnie do tej granicy: człowiek potrafi przekraczać to, co bezpośrednio dostępne jego zmysłom, ponieważ posiada zdolność abstrakcyjnego i kreatywnego myślenia.
I wtedy zacząłem rozumieć, dlaczego duchowość nie jest dla mnie po prostu kolejnym obszarem życia.
Nie zaczyna się dopiero w kościele.
Zaczyna się dużo wcześniej.
W pytaniu.
Ludzie od zawsze szukali czegoś więcej
Kiedy spojrzeć na historię człowieka, trudno nie zauważyć, że ludzie od tysięcy lat pytają o coś, czego nie można sprowadzić do jedzenia, bezpieczeństwa i przetrwania.
Tworzyli religie.
Opowiadali historie o bogach.
Budowali świątynie.
Modlili się.
Tworzyli rytuały.
Próbowali zrozumieć śmierć.
Szukali odpowiedzi na pytanie, skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy.
Nie każda duchowość jest chrześcijaństwem.
Nie każda religia prowadzi do tych samych odpowiedzi.
I nie zamierzam udawać, że jedno proste zdanie rozwiązuje ten problem.
Ale jedno wydaje mi się niezwykle ciekawe:
człowiek od dawna szuka czegoś, co przekracza jego bezpośrednie doświadczenie.
Dlaczego?
I tutaj pojawia się Bóg
To właśnie w tym miejscu moje pytanie zaczęło się zmieniać.
Wcześniej pytanie:
„Czy Bóg istnieje?”
wydawało mi się pytaniem o religię.
O argumenty.
O filozofię.
O Kościół.
O wiarę.
Dzisiaj patrzę na nie trochę inaczej.
Bo jeśli człowiek jest istotą, która nieustannie przekracza to, co widzi...
jeśli nie wystarcza mu samo przetrwanie...
jeśli nawet w świecie pełnym możliwości nadal szuka sensu...
jeśli jego rozum nieustannie pyta o prawdę...
to pytanie o Boga nie wydaje mi się już czymś całkowicie zewnętrznym wobec człowieka.
Może pytanie o Boga jest jednocześnie pytaniem o człowieka.
Jeśli to pytanie w Tobie zostaje — możesz zostać na dużej.
Nie częściej niż trzeba.