Możliwe, że to, czego szukasz, już się zaczęło.
Pusta ławka w kościele. Dlaczego człowiekowi ciągle czegoś brakuje?
Możemy mieć więcej wolności, możliwości i wygody niż wcześniejsze pokolenia, a mimo to wciąż czuć, że czegoś brakuje. Być może pytanie nie brzmi już, czego jeszcze potrzebujemy, ale czego naprawdę szukamy.
PYTANIAEGZYSTENCJALNE
Alfabeta Duchowy
4 min read


Pusta ławka w kościele.
Dlaczego człowiekowi ciągle czegoś brakuje?
Wyobraź sobie młodą kobietę.
Stoi za drutami Auschwitz.
Wie, że prawdopodobnie już nigdy nie wróci do domu.
Kilka miesięcy później zginie.
A jednak zapisuje w swoim dzienniku coś, co wydaje się niemożliwe.
Że nikt nie jest w stanie odebrać jej wewnętrznej wolności.
Nie wolności ciała.
Nie wolności przemieszczania się.
Ale wolności wyboru.
Czyli wolności serca.
Ta kobieta miała na imię Eti Hillesum.
Jej zapiski świat odkrył dopiero wiele lat później.
Czytając je, trudno uwierzyć, że powstały w jednym z najciemniejszych miejsc w historii człowieka.
A teraz wyobraź sobie zupełnie inny obraz.
Współczesne miasto.
Setki samochodów.
Powiadomienia w telefonie.
Media społecznościowe.
Cele.
Terminy.
Ambicje.
Nigdy wcześniej człowiek nie miał tylu możliwości.
A jednak coraz częściej mówi:
Czuję, że czegoś mi brakuje.
Jak to możliwe?
Jak człowiek stojący za drutami obozu potrafił odnaleźć wolność...
...a człowiek żyjący w dobrobycie coraz częściej czuje wewnętrzną pustkę?


Przez ostatnie artykuły tej ścieżki zadawaliśmy sobie różne pytania.
Dlaczego jesteśmy zmęczeni?
Dlaczego porównujemy się do innych?
Dlaczego sukces nie daje pokoju?
Czy Bóg istnieje?
Może jednak wszystkie te pytania prowadziły do jednego.
Dlaczego człowiekowi ciągle czegoś brakuje?
Coraz bardziej przekonuję się, że nie brakuje nam kolejnych informacji.
Nie brakuje nam wiedzy.
Nie brakuje nam rozrywki.
Nie brakuje nam możliwości.
Brakuje nam...
przestrzeni.
Przestrzeni, w której człowiek może spotkać samego siebie.
Eti Hillesum odkryła coś niezwykłego.
Nie zmieniła świata.
Nie zatrzymała wojny.
Nie odzyskała wolności fizycznej.
Ale nie pozwoliła, aby nienawiść zamieszkała w jej sercu.
To była jej największa wolność.
I być może właśnie dlatego jej dziennik porusza ludzi do dziś.
Coraz częściej myślę, że największym problemem współczesnego człowieka nie jest brak czasu.
Największym problemem jest to, że boi się zostać sam ze sobą.
Dlatego wypełniamy każdą chwilę.
Muzyką.
Telefonem.
Serialem.
Pracą.
Kolejnym celem.
Kolejnym sukcesem.
Bo cisza bywa niewygodna.
W ciszy zaczynamy słyszeć pytania, od których uciekaliśmy przez lata.
A jeśli właśnie dlatego od wieków budowano kościoły?
Nie po to, aby uciec od świata.
Ale po to, aby człowiek miał gdzie wrócić do siebie.
Może dlatego nawet osoba niewierząca potrafi wejść do pustej świątyni i przez chwilę po prostu siedzieć.
Nie dlatego, że wszystko rozumie.
Ale dlatego, że po raz pierwszy od dawna nic nie musi.
Nie wiem, gdzie dziś jesteś.
Może jesteś zmęczony.
Może osiągnąłeś więcej, niż kiedyś planowałeś.
Może wciąż szukasz odpowiedzi, czy Bóg naprawdę istnieje.
A może po prostu czujesz, że czegoś Ci brakuje.
Jeżeli tak...
to nie uciekaj od tego uczucia zbyt szybko.
Być może nie jest ono Twoim wrogiem.
Być może jest zaproszeniem.
Bo może przez całe życie szukałeś czegoś więcej.
Nowego doświadczenia.
Nowego celu.
Nowego sensu.
A tymczasem największe odkrycia zaczynają się nie wtedy, gdy człowiek biegnie szybciej.
Ale wtedy, gdy odważy się usiąść.
W ciszy.
Być może pewnego dnia wejdziesz do pustego kościoła.
Nie dlatego, że wszystko już zrozumiałeś.
Ale dlatego, że pierwszy raz od dawna przestałeś uciekać.
I być może właśnie wtedy odkryjesz...
że przez całe życie nie szukałeś czegoś więcej.
Szukałeś Kogoś.
Jeżeli to zdanie poruszyło w Tobie coś, czego jeszcze nie potrafisz nazwać, nie próbuj od razu tego zagłuszyć. W programie, do którego prowadzi ta ścieżka, nie będziemy zaczynać od religijnych definicji. Zaczniemy od człowieka. Od wolności. Od ciszy. Od pytań, których być może nigdy wcześniej nie odważyłeś się zadać. Bo dopiero wtedy można odkryć, że duchowość nie jest ucieczką od życia, lecz drogą do jego pełni.
Kilka lat temu zacząłem czasami wchodzić do pustego kościoła.
Nie dlatego, że byłem szczególnie religijny.
Nie szukałem odpowiedzi na pytanie, czy Bóg istnieje.
Nie chciałem niczego udowadniać.
Przychodziłem tam po ciszę.
Siadałem w ławce.
Za murami kościoła słychać było gwar ulic.
Ludzie gdzieś biegli.
Sam również ciągle biegłem.
A jednak właśnie tutaj czas zwalniał.
Nie rozumiałem jeszcze dlaczego.
Pamiętam pewną Mszę w dzień powszedni.
Kościół był prawie pusty.
Usiadłem z tyłu.
I nagle pojawiła się myśl.
Co ja tutaj właściwie robię?
21 wiek.
Nauka.
Technologia.
Sztuczna inteligencja.
A ja siedzę w pustym kościele.
Przez ułamek sekundy poczułem wątpliwość.
A zaraz potem...
dziwny pokój.
Nie potrafiłem go wytłumaczyć.
Dzisiaj myślę, że ta pusta ławka stała się dla mnie metaforą współczesnego człowieka.
Coraz mniej ludzi siada w kościele.
Ale może...
coraz więcej ludzi nie ma już gdzie usiąść.
Nie ma miejsca, w którym można przestać udawać.
Nie ma miejsca, gdzie nikt niczego od nas nie oczekuje.
Nie ma miejsca, w którym można usłyszeć własne myśli.


Jeśli to pytanie w Tobie zostaje — możesz zostać na dużej.
Nie częściej niż trzeba.